Minęło kilka miesięcy od śmierci mojej mamy....Często staje mi przed oczami i zastanawiam się nad jej życiem. Miałam wcześniej mnóstwo przejść i pracy w związku z likwidowaniem schedy tzn rzeczy osobistych. Moja mama odeszła od mojego ojca w parę miesięcy po moim urodzeniu. Zapakowała malutkie dziecko wsiadła do pociągu, żeby zrzucić swoje i moje życie na swoją mamę i moją babcię. Sama poszła do pracy. Była ładną kobietą o regularnych rysach twarzy, wspaniałych włosach, ładnych dłoniach i niezbyt zgrabnych nogach, krzywica co było chyba wynikiem diety wojennej w okresie dzieciństwa. Chociaż z drugiej strony nigdy nie chorowała na żadną chorobę zakaźną i nie była na nic szczepiona, nigdy nie była badana przez ginekologa, żadnej mammografii czy USG. Jedyne co miała słabe to system nerwowy i jej ataki nerwicowe na pewno miały wpływ na moje późniejsze życie. Likwidując rzeczy osobiste znalazłam notatki dot zdrowia i czynności fizjologicznych, bo bardzo chciała żyć jak najdłużej. Najwięcej problemu sprawiły mi zdjęcia. Kilka albumów zdjęć, na których była moja piękna mama z różnymi facetami...po co mi to...jej wielkie aczkolwiek krótkie miłości dla mnie ani dla moich dzieci nie miały żadnego znaczenia. Godzinami w domu likwidowałam setki zdjęć, bo lubiono ją fotografować, które nie były częścią mojego życia, były jakby jej drugim życiem. Poszły do śmieci! dla nas została garstka zdjęć z młodości i oczywiście mamy ją na zdjęciach z lat późniejszych z wnukami, a moimi dziećmi. Dzięki likwidowaniu tych wszystkich notatek i papierzysków zrobiłam wielkie porządki u siebie w swoich szufladach i ma to wpływ na ich dalsze gromadzenie. Nie chcę żeby po mnie została kupa śmieci...
Jedynaczka
poniedziałek, 21 września 2015
niedziela, 22 lutego 2015
co po nas...
Jak szybko człowiek zapomina o czymś złym...cała sytuacja związana ze starością, bezsilnością poszła w zapomnienie. Teraz zostało jedynie wspomnienie, ale szczegóły zacierają się, a tak to niedawno było.
Teraz czas wypełnia mi remont mieszkania. Chciałam dzisiaj podzielić się refleksją nad gromadzeniem. Gromadzeniem wszystkiego. Od właściwie kilku miesięcy wynosimy przedmioty z domu mojej mamy, niekończące się wory rzeczy. Niby niewielkie mieszkanie, od kilku lat nic nie kupowała, bo nie wychodziła, a nie możemy wysprzątać domu. Na nieszczęście część wynosimy do siebie...ja i dzieci. Bo to pamiątka, a to się przyda. Ja z adnotacją...a to po mnie będą wyrzucać ☻
Natomiast robię cały czas porządki w tzw własnych papierach, bo nie dość że stale sama szukam to jest tego strasznie dużo, to samo w ubraniach...nie warto gromadzić tego co się nie używa. Święta zasada nie używałeś od dwóch lat wyrzuć .
Dzisiaj przyjęłam zasadę porządkowania i wyrzucanie ale czy zapamiętam na dalsze lata, czy po mnie też taka kupa niepotrzebnych rzeczy zostanie...
Teraz czas wypełnia mi remont mieszkania. Chciałam dzisiaj podzielić się refleksją nad gromadzeniem. Gromadzeniem wszystkiego. Od właściwie kilku miesięcy wynosimy przedmioty z domu mojej mamy, niekończące się wory rzeczy. Niby niewielkie mieszkanie, od kilku lat nic nie kupowała, bo nie wychodziła, a nie możemy wysprzątać domu. Na nieszczęście część wynosimy do siebie...ja i dzieci. Bo to pamiątka, a to się przyda. Ja z adnotacją...a to po mnie będą wyrzucać ☻
Natomiast robię cały czas porządki w tzw własnych papierach, bo nie dość że stale sama szukam to jest tego strasznie dużo, to samo w ubraniach...nie warto gromadzić tego co się nie używa. Święta zasada nie używałeś od dwóch lat wyrzuć .
Dzisiaj przyjęłam zasadę porządkowania i wyrzucanie ale czy zapamiętam na dalsze lata, czy po mnie też taka kupa niepotrzebnych rzeczy zostanie...
środa, 4 lutego 2015
Zaczynam życie najstarszej kobiety w rodzinie!
Wczorajsza uroczystość przebiegła bardzo spokojnie. Mój mąż, którego zachowanie często było dla mnie przykre, w ostatnim czasie uległo zmianie. Nie bardzo lubię go chwalić, bo zaraz coś się sp.... i jest gorzej niż było, ale czasem muszę napisać prawdę. Od rana panował spokój w naszych działaniach. O 9.45 umówiona byłam na identyfikację zwłok. Zakład Pogrzebowy wybrany internetowo nie zawiódł i wszystko wykonał skromnie, ale niezawodnie. Do sali pożegnań wszedł ze mną mój mąż, bo jak potem przyznał bał się że nie wytrzymam sytuacji, ale ja wręcz przeciwnie byłam dzielna. Mama po leżeniu tyle dni w chłodni niewiele się zmieniła. Prosiłam, żeby nie robili jej kolorowego makijażu, bo chciałam ją zapamiętać taką jak wyglądała ostatnio. Potem mieliśmy godzinę czasu, którą spędziliśmy na kawie w naszym poprzednim miejscu zamieszkania. Na cmentarzu zjawiły się wszystkie dzieci, moje koleżanki z pracy, koleżanki z czasu kiedy mama jeszcze prowadziła życie towarzyskie, przedstawicielka sąsiadów i niezidentyfikowana pani starsza. Więc kondukt był skromny, ale Ci co powinni być to byli. Zamiast siostry organistki księdzu towarzyszył organista o ładnym głosie więc oprawa była też miła dla ucha. Po pogrzebie spotkaliśmy się w domu i do późnego wieczora rozmawialiśmy i wspominaliśmy. Było spokojnie i nawet jedna z córek, która ostatnio bardzo oddaliła się od rodziny i sama tej swojej rodziny nie umie stworzyć na koniec rozluźniła się i wydaje mi się, że się dogadaliśmy i ustaliliśmy wspólny front działania, co było dla mnie bardzo ważne.
Pierwszą noc przespałam bez budzenia się, a myśli nie błądziły wokół śmierci. Za słowa otuchy dziękuję ! bo doznałam wiele ludzkiej sympatii i bliskości i bardzo mi to pomogło w tej całej sytuacji. sobota, 24 stycznia 2015
Odeszła....
Telefon dzwoni.... wyłączyłam, bo myślałam że to budzik budzi mnie żeby kurom otworzyć kurnik...dzwoni drugi raz,,,budzę się ...to nie budzik, to jakiś nieznany numer. Wiedziałam! Sympatyczny głos męski mówi, że dzwoni dyżurny ze szpitala...wypytuje o moje dane, upewnia się po czym podaje smutną wiadomość.... PANI MAMA ZMARŁA, odeszła we śnie godzinę temu ... stwierdzono zgon, jeszcze próbowali reanimować, masować ,,,ale przecież każdy kiedyś musi odejść i nie trzeba mu przeszkadzać w odejściu (tak powiedział kiedyś mój nieżyjący już dawno kolega).
Teraz przede mną najtrudniejszy okres dziecka, które musi przejść przez pewne procedury i przejść do kolejnego etapu życia. Budzi się dzień ....dla mnie jeszcze się budzi... i znowu jestem z tym sama! jedynaczka.
Teraz przede mną najtrudniejszy okres dziecka, które musi przejść przez pewne procedury i przejść do kolejnego etapu życia. Budzi się dzień ....dla mnie jeszcze się budzi... i znowu jestem z tym sama! jedynaczka.
Emocje, a opieka nad osobami z otępieniem starczym
Trochę moje emocje wygasły. Odkąd mama znalazła miejsce gdzie jest bezpieczna, zaopiekowana. Dzisiaj chciałam się podzielić moimi ostatnimi spostrzeżeniami na temat opieki lekarskiej osób z demencją czyli otępieniem starczym. Na szczęście niedługo, ale zetknęłyśmy się z leczeniem szpitalnym takim jakie wszyscy znamy na oddziałach wewnętrznych. Nie będę wymieniać jednostek, ale napiszę ogólnie. Po usilnym poszukiwaniu pomocy u lekarza pierwszego kontaktu z marnym skutkiem tzn wręcz lekarz odmówił przyjścia do osoby z demencją, ale podsunął mi pomysł zmierzenia poziomu cukru....nie nikt nie przyszedł z ośrodka, żeby stwierdzić czy coś osobie dolega, kazano to zrobić mnie. Jako że mama nie przyjmowała leków a i powoli przestała jeść więc myślałam że nie ma problemu z cukrem i tu się myliłam! poziom cukru był pięciokrotnie przekroczony i na moje podanie wyniku lekarz wypisał skierowanie do szpitala na SOR. Przyjęto mamę do szpitala dość szybko i nie będę tu pisać jak wyglądało przyjęcie, bo to dla mnie był duży stres. Szpital taki zwykły to nie jest jednostka pomocy w całym tego słowa znaczeniu, personel pozostawia dużo do życzenia, zarówno jak idzie o podejście do pacjenta jak i rodziny. Po 2 tygodniach chciano się pozbyć mamy niejedzącej i utrudniającej dokarmianie sztuczne tzn wyrywającej kroplówki i kiedy odmówiłam wzięcia mamy do domu uchwalono, że można ją wypisać i skierować do szpitala psychiatrycznego. Po krótkiej naradzie z lekarzami doszłam do wniosku że wszystko jest lepsze od opieki w domu, bo w domu była skazana na śmierć głodową. I pojechaliśmy tzn mama pogotowiem a my samochodem za nim do Szpitala im Babińskiego w Krakowie. Mimo obiekcji szpitala poprzedniego że mamy mogą nie przyjąć, nie tylko ją przyjęli ale wpadła od drzwi w objęcia aniołów . Wspaniałe warunki świeżo wyremontowanego oddziału geriatrycznego z fantastyczną opieką pielęgniarską i lekarską. Mamie samej jest raczej obojętne gdzie jest, bo demencja postępuje bardzo szybko, ale jest fantastycznie zaopiekowana. Lekarz ordynator to osoba rozumiejąca problemy osób starszych i ich rodzin, czego nie znajdziecie w żadnej placówce służby zdrowia dla osób w sile wieku. Dzisiaj z perspektywy prawie miesiąca wiem, że przy moim pierwszym zgłoszeniu do lekarza pierwszego kontaktu powinnam dostać jak nie skierowanie to propozycję umieszczenia na tym oddziale mojej mamy, albo skierowania mnie po otrzymanie rad co do opieki. Piszę to żeby ktoś kto zetknie się z podobnym problemem nie miał obiekcji położenia swojej bliskiej osoby na oddziale w Szpitalu Psychiatrycznym, bo to nie o to chodzi, że ktoś od razu musi być wariatem żeby się ta leczyć i to w każdej choroby na każdym etapie życia. Szpital pomaga w sprawach sądowych, bo jest najlepszą jednostką rozpoznającą choroby czy ich etap.
niedziela, 7 grudnia 2014
Książka
Wszystkim jedynakom i rodzicom jedynaków polecam książkę Jill Pitkeathley i Davida Emerson "Jedynacy" książka jest u mnie od 1994 roku. Przeczytało ją kilka osób, a jedna z bliskich koleżanek matka ukochanego jedynaka szybko zdecydowała się mimo późnego wieku na drugie dziecko.
Ta książka uzmysłowiła mi wiele rzeczy, które niby podskórnie wiedziałam, ale tu ktoś ubrał w słowa i niejako powiedział głośno, a zarazem stało się to faktem.
oto parę fragmentów książki:
... Odczuwanie jedynactwa sprowadza się do głębokiego przeświadczenia, że musisz być wszystkim.
Wiele razy miałem uczucie, że dźwigam całą odpowiedzialność, że jestem tą kartą, na którą postawili wszystko - całą ich przyszłością, Wszystko na jedną kartę - to dla mnie samo sedno jedynactwa..."
...Pamiętajmy też, że jedynacy wykazują w przyjaźniach sporo zalet, i to nie byle jakich. Są lojalni, solidni i można na nich polegać. Czasami bywają odpowiedzialni aż do granic absurdu - będą trwać do końca i nieraz okażą się ostatnią podporą swoich przyjaciół. Bywają też bardzo subtelni w obcowaniu. Warto przypomnieć, że to, co jedynak uważa za częste kontakty, może niezbyt dokładnie pasować do wyobrażeń innych ludzi na ten temat....
Jak te słowa pasują do mnie....po prostu skrojone na moją miarę! Przykłady takiego mojego zachowania mogłabym tu mnożyć w nieskończoność.
...Na relacje związane z opieką nad rodzicami nieodwołalnie wpływa wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Musisz radzić sobie z taką sytuacją, jaka jest, a nie jaką chciałbyś widzieć. Nie wyobrażaj sobie też, że poprzez rolę opiekuna uda ci się wymazać przeszłość i rozwiązać wszystkie zadawnione problemy...
I te słowa są dla mnie, chociaż tak trudno radzić sobie z sytuacją.
Tak chciałabym poznać opinie na to co piszę innych. Prawdziwe opinie ! nawet raniące, żeby móc z kimś wymienić swoje spostrzeżenia. Moje słowa do bliskich znajdują jedynie wysłuchanie, ale nikt nie umie postawić się w mojej sytuacji co wcale nie znaczy, że chcę żeby mi ktoś przytakną.
Ta książka uzmysłowiła mi wiele rzeczy, które niby podskórnie wiedziałam, ale tu ktoś ubrał w słowa i niejako powiedział głośno, a zarazem stało się to faktem.
oto parę fragmentów książki:
... Odczuwanie jedynactwa sprowadza się do głębokiego przeświadczenia, że musisz być wszystkim.
Wiele razy miałem uczucie, że dźwigam całą odpowiedzialność, że jestem tą kartą, na którą postawili wszystko - całą ich przyszłością, Wszystko na jedną kartę - to dla mnie samo sedno jedynactwa..."
...Pamiętajmy też, że jedynacy wykazują w przyjaźniach sporo zalet, i to nie byle jakich. Są lojalni, solidni i można na nich polegać. Czasami bywają odpowiedzialni aż do granic absurdu - będą trwać do końca i nieraz okażą się ostatnią podporą swoich przyjaciół. Bywają też bardzo subtelni w obcowaniu. Warto przypomnieć, że to, co jedynak uważa za częste kontakty, może niezbyt dokładnie pasować do wyobrażeń innych ludzi na ten temat....
Jak te słowa pasują do mnie....po prostu skrojone na moją miarę! Przykłady takiego mojego zachowania mogłabym tu mnożyć w nieskończoność.
...Na relacje związane z opieką nad rodzicami nieodwołalnie wpływa wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Musisz radzić sobie z taką sytuacją, jaka jest, a nie jaką chciałbyś widzieć. Nie wyobrażaj sobie też, że poprzez rolę opiekuna uda ci się wymazać przeszłość i rozwiązać wszystkie zadawnione problemy...
I te słowa są dla mnie, chociaż tak trudno radzić sobie z sytuacją.
Tak chciałabym poznać opinie na to co piszę innych. Prawdziwe opinie ! nawet raniące, żeby móc z kimś wymienić swoje spostrzeżenia. Moje słowa do bliskich znajdują jedynie wysłuchanie, ale nikt nie umie postawić się w mojej sytuacji co wcale nie znaczy, że chcę żeby mi ktoś przytakną.
czwartek, 27 listopada 2014
życie w pojedynkę
Osoby mające jedno dziecko często kierują się własną wygodą lub uzasadniają to tym, że ich nie stać na kolejne dziecko w sensie finansowym. Nikt nie bierze pod uwagę codziennego życia tej małej istoty, a potem obciążenia jakie mu szykują na dorosłe życie. Jedynaczka lub jedynak jest na co dzień bardzo samotny. Nie ma się z kim bawić, kim opiekować, dzielić się... po prostu współżyć. Wszystko w domu obojętnie ile by tego było jest dla niego, nie umie zdobywać i nie potrafi kombinować. Jest w pewnym sensie inwalidą! Jeżeli nie wychowuje się w większej rodzinie (kuzynostwo) już nigdy nie nauczy się tych wszystkich rzeczy, które wiedzą dzieci mające rodzeństwo. Lata mojego dzieciństwa przypadły na lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, kiedy w każdej rodzinie było przynajmniej dwoje dzieci. Jakże ja im zazdrościłam! w mojej rodzinie najbliższej byłam sama jak palec. Mama utrzymywała kontakty tylko ze swoją bezdzietną siostrą, bo wszystkie dalsze kuzynki wydawały jej się niegodne bliższych kontaktów. Niestety często wymyślałam sobie dzieci z mojej rodziny i opowiadałam moim koleżankom niestworzone rzeczy, w które pewnie nikt nie wierzył. Lgnęłam do wszystkich kto chciał się ze mną bawić, ale często odczuwałam że brakuje mi pewnych umiejętności współżycia w grupie. Nie potrafiłam zabiegać o czyjąś sympatię, jak ktoś odwracał się ode mnie nie umiałam walczyć o jego względy. Miałam wrażenie, że to on powinien o to walczyć; a jak nie ...to nie!
W szkole nie umiałam dzielić się czy pomagać innym, bo często inne dzieci zazdrościły mi pewnych lepszych przedmiotów i starały się to zepsuć, a ja widocznie też nie umiałam odpowiednio na to zareagować. Mama tylko dbała o to żebym się dobrze uczyła, a nie wnikała w moje problemy współżycia z rówieśnikami. Rolę mamy prędzej spełniała babcia. Potrafiła sprowokować mnie do zwierzeń i starała się rozmawiać z moimi koleżankami, nawet na pierwsze randki wypuszczała mnie w tajemnicy przed mamą. To babcia czytała mi książki kiedy chora leżałam w łóżku i potwornie się nudziłam, bo wtedy nie było telewizora, bajek nawet nagranych na taśmie (matko! kto dzisiaj wie co to taśma magnetofonowa), Książek było kilka na krzyż; czytane w kółko uczyło się je na pamięć. Były lalki, domki, często bawiłam się w szkołę, ale wieczorami były książki dla dorosłych czytane przez babcię Cichy Don, Trylogia, Trędowata i inne
Moja mama chyba nigdy nie przeczytała żadnej książki po wyjściu ze szkoły, było to przedmiotem docinków ze strony ciotki i wujka. Na szczęście dom wujostwa był pełen książek, gazet to oni przebierali mnie za dorosłą i zabierali ze sobą do kina. Ciotka była bibliotekarką miała mnóstwo kontaktów z księgarniami i bibliotekami więc jak już podrosłam ciągnęła mnie do swoim koleżanek, na spotkania z pisarzami, na kiermasze. Cały czas było to życie młodej osoby w dorosłym świecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)