poniedziałek, 21 września 2015

Po jakimś czasie....

Minęło kilka miesięcy od śmierci mojej mamy....Często staje mi przed oczami i zastanawiam się nad jej życiem. Miałam wcześniej mnóstwo przejść i pracy w związku z likwidowaniem schedy tzn rzeczy osobistych. Moja mama odeszła od mojego ojca w parę miesięcy po moim urodzeniu. Zapakowała malutkie dziecko wsiadła do pociągu, żeby zrzucić swoje i moje życie na swoją mamę i moją babcię. Sama poszła do pracy. Była ładną kobietą o regularnych rysach twarzy, wspaniałych włosach, ładnych dłoniach i niezbyt zgrabnych nogach, krzywica co było chyba wynikiem diety wojennej w okresie dzieciństwa. Chociaż z drugiej strony nigdy nie chorowała na żadną chorobę zakaźną i nie była na nic szczepiona, nigdy nie była badana przez ginekologa, żadnej mammografii czy USG. Jedyne co miała słabe to system nerwowy i jej ataki nerwicowe na pewno miały wpływ na moje późniejsze życie. Likwidując rzeczy osobiste znalazłam notatki dot zdrowia i czynności fizjologicznych, bo bardzo chciała żyć jak najdłużej. Najwięcej problemu sprawiły mi zdjęcia. Kilka albumów zdjęć, na których była moja piękna mama z różnymi facetami...po co mi to...jej wielkie aczkolwiek krótkie miłości dla mnie ani dla moich dzieci nie miały żadnego znaczenia. Godzinami w domu likwidowałam setki zdjęć, bo lubiono ją fotografować, które nie były częścią mojego życia, były jakby jej drugim życiem. Poszły do śmieci!  dla nas została garstka zdjęć z młodości i oczywiście mamy ją na zdjęciach z lat późniejszych z wnukami, a moimi dziećmi. Dzięki likwidowaniu tych wszystkich notatek i papierzysków zrobiłam wielkie porządki u siebie w swoich szufladach i ma to wpływ na ich dalsze gromadzenie. Nie chcę żeby po mnie została kupa śmieci...

niedziela, 22 lutego 2015

co po nas...

Jak szybko człowiek zapomina o czymś złym...cała sytuacja związana ze starością, bezsilnością poszła w zapomnienie. Teraz zostało jedynie wspomnienie, ale szczegóły zacierają się, a tak to niedawno było.
Teraz czas wypełnia mi remont mieszkania. Chciałam dzisiaj podzielić się refleksją nad gromadzeniem. Gromadzeniem wszystkiego. Od właściwie kilku miesięcy wynosimy przedmioty z domu mojej mamy, niekończące się wory rzeczy. Niby niewielkie mieszkanie, od kilku lat nic nie kupowała, bo nie wychodziła, a nie możemy wysprzątać domu. Na nieszczęście część wynosimy do siebie...ja i dzieci. Bo to pamiątka, a to się przyda. Ja z adnotacją...a to po mnie będą wyrzucać ☻
Natomiast robię cały czas porządki w tzw własnych papierach, bo nie dość że stale sama szukam to jest tego strasznie dużo, to samo w ubraniach...nie warto gromadzić tego co się nie używa. Święta zasada nie używałeś od dwóch lat wyrzuć .         
Dzisiaj przyjęłam zasadę porządkowania i wyrzucanie ale czy zapamiętam  na dalsze lata, czy po mnie też taka kupa niepotrzebnych rzeczy zostanie...

środa, 4 lutego 2015

Zaczynam życie najstarszej kobiety w rodzinie!

Wczorajsza uroczystość przebiegła bardzo spokojnie. Mój mąż, którego zachowanie często było dla mnie przykre, w ostatnim czasie uległo zmianie. Nie bardzo lubię go chwalić, bo zaraz coś się sp.... i jest gorzej niż było, ale czasem muszę napisać prawdę. Od rana panował spokój w naszych działaniach. O 9.45 umówiona byłam na identyfikację zwłok. Zakład Pogrzebowy wybrany internetowo nie zawiódł i wszystko wykonał skromnie, ale niezawodnie. Do sali pożegnań wszedł ze mną mój mąż, bo jak potem przyznał bał się że nie wytrzymam  sytuacji, ale ja wręcz przeciwnie byłam dzielna. Mama po leżeniu tyle dni w chłodni  niewiele się zmieniła. Prosiłam, żeby nie robili jej kolorowego makijażu, bo chciałam ją zapamiętać taką jak wyglądała ostatnio. Potem mieliśmy godzinę czasu, którą spędziliśmy na kawie w naszym poprzednim miejscu zamieszkania. Na cmentarzu zjawiły się wszystkie dzieci, moje koleżanki z pracy, koleżanki z czasu kiedy mama jeszcze prowadziła życie towarzyskie, przedstawicielka sąsiadów i niezidentyfikowana pani starsza. Więc kondukt był skromny, ale Ci co powinni być to byli. Zamiast siostry organistki księdzu towarzyszył organista o ładnym głosie więc oprawa była też miła dla ucha. Po pogrzebie spotkaliśmy się w domu i do późnego wieczora rozmawialiśmy i wspominaliśmy. Było spokojnie i nawet jedna z córek, która ostatnio bardzo oddaliła się od rodziny i sama tej swojej rodziny nie umie stworzyć na koniec rozluźniła się i wydaje mi się, że się dogadaliśmy i ustaliliśmy wspólny front działania, co było dla mnie bardzo ważne.
Pierwszą noc przespałam bez budzenia się, a myśli nie błądziły wokół śmierci. Za słowa otuchy dziękuję ! bo doznałam wiele ludzkiej sympatii i bliskości i bardzo mi to pomogło w tej całej sytuacji. 

sobota, 24 stycznia 2015

Odeszła....

Telefon dzwoni.... wyłączyłam, bo myślałam że to budzik budzi mnie żeby kurom otworzyć kurnik...dzwoni drugi raz,,,budzę się ...to nie budzik, to jakiś nieznany numer. Wiedziałam! Sympatyczny głos męski mówi, że dzwoni dyżurny ze szpitala...wypytuje o moje dane,  upewnia się po czym podaje smutną wiadomość.... PANI MAMA ZMARŁA, odeszła we śnie godzinę temu ... stwierdzono zgon, jeszcze próbowali reanimować, masować ,,,ale przecież każdy kiedyś musi odejść i nie trzeba mu przeszkadzać w odejściu (tak powiedział kiedyś mój nieżyjący już dawno kolega).
Teraz przede mną najtrudniejszy okres dziecka, które musi przejść przez pewne procedury i przejść do kolejnego etapu życia. Budzi się dzień ....dla mnie jeszcze się budzi... i znowu jestem z tym sama!  jedynaczka.

Emocje, a opieka nad osobami z otępieniem starczym

Trochę moje emocje wygasły. Odkąd mama znalazła miejsce gdzie jest bezpieczna, zaopiekowana. Dzisiaj chciałam się podzielić moimi ostatnimi  spostrzeżeniami na temat opieki lekarskiej osób z demencją czyli otępieniem starczym. Na szczęście niedługo, ale zetknęłyśmy się z leczeniem szpitalnym takim jakie wszyscy znamy na oddziałach wewnętrznych. Nie będę wymieniać jednostek, ale napiszę ogólnie.  Po usilnym poszukiwaniu pomocy u lekarza pierwszego kontaktu z marnym skutkiem tzn wręcz lekarz odmówił przyjścia do osoby z demencją, ale podsunął mi pomysł zmierzenia poziomu cukru....nie nikt nie przyszedł z ośrodka, żeby stwierdzić czy coś osobie dolega, kazano to zrobić mnie. Jako że mama nie przyjmowała leków a i powoli przestała  jeść więc myślałam że nie ma problemu z cukrem i tu się myliłam! poziom cukru był pięciokrotnie przekroczony i na moje podanie wyniku lekarz wypisał skierowanie do szpitala na SOR. Przyjęto mamę do szpitala dość szybko i nie będę tu pisać jak wyglądało przyjęcie, bo to dla mnie był duży stres. Szpital taki zwykły to nie jest jednostka pomocy w całym tego słowa znaczeniu, personel pozostawia dużo do życzenia, zarówno jak idzie o podejście do pacjenta jak i rodziny. Po 2 tygodniach chciano się pozbyć mamy niejedzącej i utrudniającej dokarmianie sztuczne tzn wyrywającej kroplówki i kiedy odmówiłam wzięcia mamy do domu uchwalono, że można ją wypisać i skierować do szpitala psychiatrycznego. Po krótkiej naradzie z lekarzami doszłam do wniosku że wszystko jest lepsze od opieki w domu, bo w domu była skazana na śmierć głodową. I pojechaliśmy tzn mama pogotowiem a my samochodem za nim do Szpitala im Babińskiego w Krakowie. Mimo obiekcji szpitala poprzedniego że mamy mogą nie przyjąć, nie tylko ją przyjęli ale wpadła od drzwi w objęcia aniołów . Wspaniałe warunki świeżo wyremontowanego oddziału geriatrycznego z fantastyczną opieką pielęgniarską i lekarską.  Mamie samej jest raczej obojętne gdzie jest, bo demencja postępuje bardzo szybko, ale jest fantastycznie zaopiekowana. Lekarz ordynator to osoba rozumiejąca problemy osób starszych i ich rodzin, czego nie znajdziecie w żadnej placówce służby zdrowia dla osób w sile wieku. Dzisiaj z perspektywy prawie miesiąca wiem, że przy moim pierwszym zgłoszeniu do lekarza pierwszego kontaktu powinnam dostać jak nie skierowanie to propozycję umieszczenia na tym oddziale mojej mamy, albo skierowania  mnie po otrzymanie rad co do opieki. Piszę to żeby ktoś kto zetknie się z podobnym problemem nie miał obiekcji położenia swojej bliskiej osoby na oddziale w Szpitalu Psychiatrycznym, bo to nie o to chodzi, że ktoś od razu musi być wariatem  żeby się ta leczyć i to w każdej choroby na każdym etapie życia. Szpital pomaga w sprawach sądowych, bo jest najlepszą jednostką rozpoznającą choroby czy ich etap.