Osoby mające jedno dziecko często kierują się własną wygodą lub uzasadniają to tym, że ich nie stać na kolejne dziecko w sensie finansowym. Nikt nie bierze pod uwagę codziennego życia tej małej istoty, a potem obciążenia jakie mu szykują na dorosłe życie. Jedynaczka lub jedynak jest na co dzień bardzo samotny. Nie ma się z kim bawić, kim opiekować, dzielić się... po prostu współżyć. Wszystko w domu obojętnie ile by tego było jest dla niego, nie umie zdobywać i nie potrafi kombinować. Jest w pewnym sensie inwalidą! Jeżeli nie wychowuje się w większej rodzinie (kuzynostwo) już nigdy nie nauczy się tych wszystkich rzeczy, które wiedzą dzieci mające rodzeństwo. Lata mojego dzieciństwa przypadły na lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, kiedy w każdej rodzinie było przynajmniej dwoje dzieci. Jakże ja im zazdrościłam! w mojej rodzinie najbliższej byłam sama jak palec. Mama utrzymywała kontakty tylko ze swoją bezdzietną siostrą, bo wszystkie dalsze kuzynki wydawały jej się niegodne bliższych kontaktów. Niestety często wymyślałam sobie dzieci z mojej rodziny i opowiadałam moim koleżankom niestworzone rzeczy, w które pewnie nikt nie wierzył. Lgnęłam do wszystkich kto chciał się ze mną bawić, ale często odczuwałam że brakuje mi pewnych umiejętności współżycia w grupie. Nie potrafiłam zabiegać o czyjąś sympatię, jak ktoś odwracał się ode mnie nie umiałam walczyć o jego względy. Miałam wrażenie, że to on powinien o to walczyć; a jak nie ...to nie!
W szkole nie umiałam dzielić się czy pomagać innym, bo często inne dzieci zazdrościły mi pewnych lepszych przedmiotów i starały się to zepsuć, a ja widocznie też nie umiałam odpowiednio na to zareagować. Mama tylko dbała o to żebym się dobrze uczyła, a nie wnikała w moje problemy współżycia z rówieśnikami. Rolę mamy prędzej spełniała babcia. Potrafiła sprowokować mnie do zwierzeń i starała się rozmawiać z moimi koleżankami, nawet na pierwsze randki wypuszczała mnie w tajemnicy przed mamą. To babcia czytała mi książki kiedy chora leżałam w łóżku i potwornie się nudziłam, bo wtedy nie było telewizora, bajek nawet nagranych na taśmie (matko! kto dzisiaj wie co to taśma magnetofonowa), Książek było kilka na krzyż; czytane w kółko uczyło się je na pamięć. Były lalki, domki, często bawiłam się w szkołę, ale wieczorami były książki dla dorosłych czytane przez babcię Cichy Don, Trylogia, Trędowata i inne
Moja mama chyba nigdy nie przeczytała żadnej książki po wyjściu ze szkoły, było to przedmiotem docinków ze strony ciotki i wujka. Na szczęście dom wujostwa był pełen książek, gazet to oni przebierali mnie za dorosłą i zabierali ze sobą do kina. Ciotka była bibliotekarką miała mnóstwo kontaktów z księgarniami i bibliotekami więc jak już podrosłam ciągnęła mnie do swoim koleżanek, na spotkania z pisarzami, na kiermasze. Cały czas było to życie młodej osoby w dorosłym świecie.