Wczorajsza uroczystość przebiegła bardzo spokojnie. Mój mąż, którego zachowanie często było dla mnie przykre, w ostatnim czasie uległo zmianie. Nie bardzo lubię go chwalić, bo zaraz coś się sp.... i jest gorzej niż było, ale czasem muszę napisać prawdę. Od rana panował spokój w naszych działaniach. O 9.45 umówiona byłam na identyfikację zwłok. Zakład Pogrzebowy wybrany internetowo nie zawiódł i wszystko wykonał skromnie, ale niezawodnie. Do sali pożegnań wszedł ze mną mój mąż, bo jak potem przyznał bał się że nie wytrzymam sytuacji, ale ja wręcz przeciwnie byłam dzielna. Mama po leżeniu tyle dni w chłodni niewiele się zmieniła. Prosiłam, żeby nie robili jej kolorowego makijażu, bo chciałam ją zapamiętać taką jak wyglądała ostatnio. Potem mieliśmy godzinę czasu, którą spędziliśmy na kawie w naszym poprzednim miejscu zamieszkania. Na cmentarzu zjawiły się wszystkie dzieci, moje koleżanki z pracy, koleżanki z czasu kiedy mama jeszcze prowadziła życie towarzyskie, przedstawicielka sąsiadów i niezidentyfikowana pani starsza. Więc kondukt był skromny, ale Ci co powinni być to byli. Zamiast siostry organistki księdzu towarzyszył organista o ładnym głosie więc oprawa była też miła dla ucha. Po pogrzebie spotkaliśmy się w domu i do późnego wieczora rozmawialiśmy i wspominaliśmy. Było spokojnie i nawet jedna z córek, która ostatnio bardzo oddaliła się od rodziny i sama tej swojej rodziny nie umie stworzyć na koniec rozluźniła się i wydaje mi się, że się dogadaliśmy i ustaliliśmy wspólny front działania, co było dla mnie bardzo ważne.
Pierwszą noc przespałam bez budzenia się, a myśli nie błądziły wokół śmierci. Za słowa otuchy dziękuję ! bo doznałam wiele ludzkiej sympatii i bliskości i bardzo mi to pomogło w tej całej sytuacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz